mama tymkowa

Blog osobisty

Atmosfera przedświąteczna.

 O tempora o mores!

Jak poczuć magię świąt, gdy codzienne obowiązki pracujących rodziców to właściwie przegrana walka z czasem i zagrożenie nabawienia się wrzodów żołądka połączonych z permanentnym fisiem? Jak poczuć magię świat, skoro śniegu nie ma? Jak poczuć magię świąt, skoro w domu nie pachnie ciastem ani grzybowym farszem na własnoręcznie lepione pierogi, a rodzinny obiad zastępuje zimna pizza pochłaniana w samotności, bo mąż w robocie a dziecko wyrodnie podrzucone dziadkom? Jak poczuć magię świąt, skoro z biurka straszy tona papierologii na wczoraj?

Zamiast śniegu zwilgotniałe liście, które przywierając do siebie, obnażają miliony psich kup zalewających chodniki, skwery i pobliskie trawniki. Że dramat? Wcale nie! Gdy biegniesz za swoim dzieckiem, któremu jesień i szaruga nie przeszkadzają wcale w poszukiwaniu przygód życia, jak w banku masz, że w tę rozmemłaną kupę wdepniesz nogą prawą. Ba! Wdepniesz w nią nawet i nogą lewą. Po trzykroć w nią wleziesz! I po uszy. Twoje dziecko natomiast ominie każdą kupę z precyzją godną chirurga plastycznego gwiazd holyłudu, ty po drodze zaliczysz kupę kup. Na szczęście! To wszystko na szczęście! Że niby wyłącznie wdepnięcie bosą stopą gwarantuje powodzenie? Bzdura. Sprawdziłam. W bucie też się liczy.

Mamy garstkę prezentów dla tabuna rodziny. Choinka nasza w kartonowym pudle stoi w ciemnościach mrocznej piwnicy. Nie ma jemioły i świątecznych ozdób. To nic. Jest szczęście. Kuuuupa szczęścia.

dsc_1160

Panie pilocie, dziura w samolocie.

Syryjska dziewczynka, która na widok obiektywu aparatu w geście poddania podnosi do góry ręce. Dziecko, które nie ma jeszcze pojęcia, jak wygląda aparat fotograficzny, ale doskonale wie, co trzeba zrobić, by próbować uniknąć śmierci przez rozstrzelanie.

Zdjęcie to obiegło świat w momencie, gdy ja byłam w ciąży. Zrobiło na mnie druzgocące wrażenie. Popłakałam sobie, pochlipałam w poduszkę i cóż. Żyję dalej umartwiając się błahostkami, choć w życiu mam naprawdę mięciutko i wygodnie.

Czy ta dziewczynka żyje, nie wie chyba nikt.

Zdjęcie powróciło dziś, gdy mój – lada dzień – półtoraroczny synek machał energicznie łapką na widok samolotu. Tymek robi tak, gdy na niebie widzi samolot. Mieszkamy nieopodal lotniska, samoloty latają tu stosunkowo często. Machamy wówczas z pozdrowieniem „panie pilocie, dziura samolocie”. Gdy dziś w telewizji pokazano bombardowania w Syrii, a Tymek pełen uśmiechu i radości machał ufnie i ochoczo do samolotów, które niosły śmierć, pomyślałam, że mam niesłychane szczęście, że dziecko moje nie jest szarpane ani żadną chorobą, ani żadną wojną, ani głodem czy poniewierką.

I tylko taką go ścieżką poprowadź, gdzie śmieją się śmiechy w ciemności. I gdzie muzyka gra. Nie daj mu Boże, broń Boże skosztować, tak zwanej życiowej mądrości. Dopóki życie trwa.”

Jemu i wszystkim dzieciom tego podłego świata.

adi_syria_twitter625

Czarny poniedziałek w środę.

W tym pędzie, jaki funduje mi życie, staram się obserwować i żółte, jesienne liście tańczące na wietrze, i szpaki porywające opadłe kasztany, i to, co dzieje się w społeczeństwie.

Gdy w miniony poniedziałek założyłam na siebie czarną sukienkę, czułam się dość niezręcznie. Tak niezręcznie. Ciągle pytano mnie, czy ta czerń to świadoma. A ja po prostu lubię czerń.

Czerń lubię, a tłumów i spędów wręcz nie znoszę . Nie znoszę też, gdy wmawia mi się coś, co nie jest prawdą, gdy każe mi się myleć ogółem, gdy mówi mi się, co jest jedynie słuszne i właściwie. Odnoszę nieodparte wrażenie, że zazwyczaj każą coś ci, którzy z Bogiem na ustach, a z gównem w sercu. Ad rem.

Drodzy Państwo – czas na lincz. Nie utożsamiam się z czarnym protestem – z kilku powodów. Po pierwsze media, które są czwartą, a może i pierwszą władzą w tym dziwnym i umordowanym kraju wmówiły ludziom, że w projekcie obywatelskim (nie w ustawie ) dotyczącej aborcji napisane jest coś, co faktycznie napisane nie jest. By się przekonać wystarczy projekt po prostu przeczytać. Po drugie, choć może od tego należałoby zacząć – jestem boleśnie i stuprocentowo i przekonana, że pod pretekstem aborcji, pod pretekstem obrony życia matki, obrony życia poczętego, obrony rodziny, pod pretekstem roztrząsania czy człowiek to już zygota i płód kryją się nie faktyczne i piękne pobudki, a polityczne, śmierdzące wały, które przepycha się szybciutko i cichutko, podczas gdy długo i głośno krzyczy się na ulicach deszczowych, jesiennych miast ubranych nie w swoją codzienną szarość, a w wyjątkową czerń.

Nie pozwolę traktować siebie, swojego ciała, losów mojej rodziny jako tematu zastępczego! Ja nie jestem żadnym tematem zastępczym i na własne życzenie w ten kozi róg zapędzić się nie dam!

CETA się przepchnie to i spory światopoglądowe ucichną. Uciszą to wszystko ubabrani, uflejani, zakłamani politycy, którzy następnym razem, gdy chcieli będą zrobić nas w wała, odwołają się może już nie do aborcji, a do praw mniejszości seksualnych.

Myślenie nie boli. Szukajmy, słuchajmy, rozmawiamy, nie zamykajmy się na drugiego człowieka, który ma poglądy inne od naszych.

Ps. Gdy Tymek wykonywał ostatnio ćwiczenia logopedyczne uderzając językiem o wewnętrzne strony policzków usłyszeliśmy, że jest jak prezes. Prezes Kaczyński – który podobno robi identikio. Nie było aprobaty dla rozwoju dziecięcego aparatu artykulacyjnego. Na tapecie nienawiść, stereotypy, ogóły. Tacy my właśnie  jesteśmy. Tacy – czyli jacy?Tę sprawę zostawiam już każdemu z osobna.

Baj, baj.

Posterunek.

Bełchatowski plac zabaw. Dziadek i Tymek uskuteczniając męskie wyjście, grają w piłkę. Tymek oczywiście w podskokach i biegiem. Z przyczajki – choć po wnikliwej obserwacji, ale jednak zupełnie niepytana – odzywa się babcia, która dłuższy czas huśta na huśtawce swoją wnuczkę:

– O matko! Ten mały to nie chodzi tylko biega! – wygłasza tonem lekko oburzonym, a już na pewno zdziwionym tak, jakby każde inne dziecko świata chodziło krokiem zwartym i rytmicznych niczym żołnierz armii reprezentacyjnej.

– No biega, biega – odpowiada dziadek. – A co ma tak siedzieć i się hustać, jak ta gapa…

Kilka dni później, łódzkie podwórko. Chłopaki znowu razem. Tymek próbuje wydostać się za furtkę, która jest zamknięta.

–  O rety! Udało mu się. Otworzył! Ale cwany! – komentuje ucieczkę inna, obserwująca zdarzenie babcia.

– Nie cwany, tylko mądry proszę pani. MĄDRY – prostuje ją dziadek.

Nie ma lekko. Z dziadkiem nie zadzieraj. Dziadek czuwa.

Ps. Czy powieść Czarne Stopy to o nas?!

 20160911_175448

1 września.

Pierwszy września – radość rodziców, bo dzieci do szkół.

U nas jak zwykle wszystko na opak, bo do szkoły matka, a dziecko do dziadków. A jak do dziadków, to wiadomo – wakacje nieustanne. Dziadek debiutuje w roli opiekuna stażysty i zmienia z zaledwie małymi wpadkami pieluchy. Oboje organizują się tak, by połączyć pracę z pomocą w opiece nad wnuczkiem.

Ze żłobkiem nie wyszło. Trudno. Wrócimy do tematu. Ciociunia chciała rzucać robotę, studia i się z mostu, gdy usłyszała, że w żłobie był taaaaki ryk. Że niby przejdzie, że wszystkie dzieci płaczą? No może. Nasze szesnastomiesięczne nie będzie. Niech płaczą ci, których od kilku lat dotykają różnorakie reformy oświatowe. Biedne są pięciolatki, sześciolatki, siedmiolatki, szóstoklasiści, gimnazjaliści, ich rodzice i nauczyciele. Tymkowi naprawdę można dać spokój.

Przyjemnego 1 września wszystkim. On naprawdę może taki być. I trzymajcie za nas kciuki, by trasa Łódź – Bełchatów mijała nam tylko na zielonych światłach.

« Older posts

© 2017 mama tymkowa